Medycyna naturalna, alchemia i ezoteryka

{ Uni Garden } { Warsztaty } { Terapia } { Teksty: Alchemia, rozwój i integracja } { O mnie }
{ Kontakt } { Newsletter } { Księgarnia } { Galeria } { Ciekawe } { Linki } { Mapa strony }

Droga do samej siebie Współczesna psychologia jest coraz bliższa ścieżce alchemików.

Liz Greene

Sporo osób zapytuje mnie przy okazji warsztatów alchemicznych, dlaczego używam słowa alchemia. Potocznie alchemik kojarzy się z podejrzanym osobnikiem w renesansowym birecie, mieszającym różne substancje w malowniczo powyginanych retortach, który ma nadzieję uzyskać złoto z mniej szlachetnych metali takich jak ołów czy rtęć. Kojarzy się też z poszukiwaczem kamienia filozoficznego, który to kamień miałby rozwiązać wszelkie jego bolączki i na dodatek zapewnić mu nieśmiertelność. Samo słowo alchemia pochodzi od arabskiego al-chimija, które prawdopodobnie składa się z przedrostka al- i wziętego z greki słowa chymeia oznaczającego łączenie i stapianie.

Tymczasem Carl Gustaw Jung już dość dawno temu odkrył studiując alchemię, że była ona w Europie odpowiednikiem dzisiejszej psychologii. Mimo, że jego książki od paru dobrych lat są przetłumaczone i są dostępne w księgarniach, nadal pozostają nieznane szerszemu ogółowi. Właściwym zadaniem alchemii, ukrytym przed profanami w gąszczu tajemniczych pojęć była indywiduacja człowieka. Indywiduacja to proces, w trakcie którego zmierza się ku byciu indywidualnością, droga ku stawaniu się całością, człowiekiem zintegrowanym, znającym siebie i spełnionym.

Alchemia była sposobem, w jaki pełna psychologicznych odniesień myśl gnostycka przetrwała przeróżne renesansowe czystki w rodzaju palenia ma stosach książek, czarownic i heretyków. Jung studiował także chińskie teksty alchemiczne i znalazł wiele paraleli zarówno pomiędzy alchemią Wschodu i Zachodu, jak i psychologią analityczną. Nie bał się nawet określać alchemię jako jogę Zachodu. Zresztą właśnie dzięki studiom Junga nad wiekowymi pracami alchemików psychologia analityczna stała się tym, czym jest, do czego chętnie się przyznawał, podobnie jak do tego, że równie wiele do jego prac wniosła astrologia, myśl hinduska, buddyzm i taoizm, a także praca ze snami i mandalą.

Jeśli więc przyjmiecie, podobnie jak ja, definicję alchemii wedle Junga, to stanie się jasne, co dzieje się na warsztatach alchemicznych. Nie zajmuję się fizyczną przemianą ołowiu w złoto czy tworzeniem materialnego kamienia, który przyniesie nieśmiertelność, tak jak to się czytuje w bajkach. Interesuje mnie integracja, indywiduacja i znalezienie takiej drogi rozwoju dla danego człowieka, która będzie do niego pasowała i ułatwi mu życie, a nawet uczyni go szczęśliwszym, niż dotąd.

Cały sekret tkwi w dopasowaniu kluczyka do problemu czy sprawy, z jaką pojawia się dana osoba. Płaszczyzn, na jakich rozgrywa się dana historia może być wiele i sztuka w tym, by znaleźć to, co zadziała w tym konkretnym wypadku. A że ludzie są różni i pojawiają się z bardzo różnymi sprawami, korzystam z kilku modeli, które pomagają na różnych poziomach.

Wedle alchemii i innych nauk ezoterycznych możemy podzielić różne ludzkie sprawy na podzielić na cztery podstawowe kategorie:

- NIGREDO, czyli płaszczyznę materialną,
- ALBEDO, czyli płaszczyznę emocjonalną,
- CITRINITAS, czyli płaszczyznę mentalną,
- RUBEDO, czyli płaszczyznę twórczą.

Oczywiście często zdarza się tak, że konflikt, jaki istnieje w człowieku, co rzutuje także na jego sytuację życiową, funkcjonuje np. i na poziomie mentalnym i emocjonalnym, albo w materialnym i emocjonalnym itd. Ustalamy zatem priorytety i zajmujemy się tym, co w danej chwili jest najbardziej istotne i co pozwoli ruszyć kolejne warstwy tego, co ten człowiek chce w swoim życiu zmienić, naprawić albo też obudzić w nim uzdolnienia, siły witalne czy możliwości, które bardzo by mu się przydały.

Po ustaleniu, z jakiego poziomu jest dana sprawa szukam tej metody, która będzie najbardziej adekwatna, zrozumiała i z jakiej zainteresowany najbardziej skorzysta. Ponieważ na warsztatach alchemicznych działamy w przestrzeni symbolicznej, a każdy człowiek i jego przypadek jest inny, każda praca warsztatowa jest niepowtarzalna, jest fenomenem. Korzystam z kilkunastu poziomów, takich jak typologia jungowska, ustawienia rodzinne Hellingera, horoskop i planety jako mandala potencjałów, szamanizm hawajski (Huna) ze strukturą trzech Ja (Wyższe Ja, Średnie Ja i Niższe Ja), żywioły wedle Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, Enneagram i parę innych systemów.

Wygląda to na bardziej skomplikowane, niż jest w rzeczywistości. Podczas warsztatów w pracy konkretnej osoby stosujemy tylko jeden z powyższych modeli, po wybraniu tego, który do niej najbardziej pasuje - i który pozytywnie zadziała w sprawie, z jaką się pojawiła.

Długo szukałam systemu, który objąłby wszystko, aż w końcu zrozumiałam, po zapoznaniu sie z całą masą skądinąd mądrych przekazów, że nie ma takiego, który by obejmował życie jako całość. W trakcie poznawania kolejnych systemów - psychologicznych i ezoterycznych - zauważyłam, że opisują one człowieka i świat z różnych perspektyw, ale nie dają pełnego obrazu, więc żaden z nich, nawet najbardziej wyrafinowany i pojemny, nie jest prawdą objawioną, a wiec nie ma też monopolu na prawdę, o czym łatwo zapominają zarówno neofici, jaki i dogmatycy.

Zrozumiałam też, że nie znajdę takiego systemu, ponieważ życie jest większe niż to, co można zamknąć w ramach jednego systemu pojęciowego. Przyjmowanie i sztywne trzymanie się jakiegokolwiek jednego systemu przypomina mylenie obrazu rzeki z samą rzeką. Impresjonista namaluje tą sama rzekę inaczej, niż artysta zen. Każdy z nich przekaże pewną prawdę o niej, ale nie ogarnie jej całej. Kiedy to do mnie dotarło, uświadomiłam sobie, że różne systemy, skądinąd bardzo mądre, nie służą znalezieniu kryształowej, świetlistej prawdy albo jedynie słusznej drogi. Nie ma więc sensu spierać się o to, który system jest prawdziwszy, tylko sprawdzać, który działa i pomaga w danym wypadku. Skoro nie chodzi o prawdę objawioną, tylko skuteczność i szczęście, to jasne jest, że najważniejszą rzeczą staje się użyteczność danego systemu w kontekście wyzwania, jakie aktualnie stawia nam życie.

Mam silne wewnętrzne przekonanie, że żeby pojąć prawdę taką, jaka jest w pełnym majestacie i blasku, mamy po prostu za proste umysły. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany i cudownie urządzony, niż nam się wydaje. Jak pisał Platon, czyste światło prawdy oślepia ludzi. Być może za jakiś czas ewolucja człowieka jako gatunku posunie się dalej i będziemy widzieć i rozumieć więcej z tego, na czym stoi nasz świat. Tymczasem zamiast szukać, wierzyć, a potem wbrew faktom sztywno obstawać swoim warto trzeźwo spojrzeć na to, kim się jest i zrobić z tym coś dobrego.

Praktycznym rozwinięciem tych wniosków, które skrystalizowały mi się prawie dwa lata temu, był pomysł na warsztaty alchemiczne. Po długich przygotowaniach, przemyśleniach i praktyce zrobiłam pierwsze takie warsztaty w październiku tego roku. Z definicji służą one znajdywaniu pozytywnych, skutecznych i satysfakcjonujących rozwiązań i wyzwalaniem potencjału, często nieodkrytego albo zapomnianego, jaki jest w każdym z nas. Są po to, by odnaleźć zapomniane skarby, nauczyć się korzystać z tego, co mamy, by przekraczać bariery i ograniczenia, a także po to, by czuć się lepiej ze sobą i w swoim własnym życiu. Czy może być coś lepszego?

:)

listopad 2006
© Józefina Jagodzińska


Komentarze: 0 komentarzy

Dodaj swój komentarz!

Uni Garden
© Józefina Jagodzińska
Wszelkie prawa zastrzeżone.