Haumea - ta, która buduje : Uni Garden - Astrologia, Tarot, Rozwój duchowy
UniGarden - Strona g³ówna




» Twój cytat

"Jeżeli twój umysł jest szczęśliwy, to jesteś szczęśliwy wszędzie tam, gdzie przebywasz. Gdy budzi się w tobie mądrość, to widzisz prawdę wszędzie tam, gdzie spojrzysz. Prawda tam jest. To jest jak nauka czytania – gdy się nauczysz czytać, to możesz czytać wszędzie tam, gdzie przebywasz."

No Ajahn Chah



» Wyszukiwarka






» Newsletter

E-mail:









Haumea - ta, która buduje


JesteÅ› w: Teksty » Proza

Kamienie Haumea to hawajska bogini ziemi, reprezentuje jÄ… żywioÅ‚ kamienia. Jest matkÄ… Pele, jej imiÄ™ oznacza „Budownicza”, kolorem jest czerwony. Przypisana jest zasadzie KALA, druga zasada Huny – nie istniejÄ… żadne ograniczenia.

Haumea symbolizuje odrodzenie i uwolnienie oraz wszystko, co pochodzi z ziemi (dobra materialne, bogactwa). Jest zazwyczaj wiÄ…zana z zapasami żywnoÅ›ci, małżeÅ„stwem, urodzinami i odrodzeniem. Jej żywioÅ‚em jest kamieÅ„, a zwierzÄ™ciem kaÅ‚amarnica i ptak morski. Jej rola to „dostarczycielka”. Może być przywoÅ‚ana, aby dostarczyÅ‚a wszelkiego rodzaju obfitość i prosperity. Jej ziemskim zadaniem jest troszczenie siÄ™. Odkurzanie książek, taka zwykÅ‚a czynność, takie normalne domowe porzÄ…dki zaprowadziÅ‚y mnie dzisiaj do Ciebie. Ten zeszyt, zapisany ołówkiem, zwykÅ‚ym ołówkiem, przeleżaÅ‚ siÄ™ dobrych kilka lat pod stertÄ… innych papierzysk. I teraz myÅ›lÄ™ sobie, że dobrze siÄ™ staÅ‚o, że od tak dawna nie czytaÅ‚am moich zapisków. Teraz jestem gotowa zmierzyć siÄ™ z tamtym czasem. Teraz już nic, nic nie zaboli, jestem wolna, a wÅ‚aÅ›ciwie uwolniona od ówczesnego toksycznego uzależnienia - swego wÅ‚asnego przecież, na wÅ‚asne żądanie stworzonego miÅ‚owania. Teraz jest tak, jak to tak naturalniei prosto, tak wprost do duszy napisaÅ‚ Å›.p. ksiÄ…dz Jan Twardowski w wierszu:

NIC

Jakie to dziwne
Tak bolało
Nie chciało się żyć
A teraz takie nieważne
NiemÄ…dre
Jak nic.

Rano, rano jest dobrze. Ranek jest nadziejÄ… na dobre znaki, na dobre wydarzenia - albo chociaż na brak zÅ‚ych. Wieczór już nie, bo nadzieja prysÅ‚a, sczezÅ‚a. Nie byÅ‚o dobrych zdarzeÅ„, nie byÅ‚o zÅ‚ych. Czekam znowu na Å›wit, na rzeÅ›kość oczekiwania. Ale teraz jeszcze jest ten dzieÅ„, ten tak bardzo dÅ‚ugi, bardzo samotny letni dzieÅ„. Zauważ - to dzieÅ„ jest samotny, nie ja. Ten koÅ„czÄ…cy siÄ™ dzieÅ„ nie miaÅ‚ Å›wiadka swojego przemijania, bo ja byÅ‚am tak bardzo przy tobie. Choć ty, tam gdzieÅ› daleko trwonisz czas i swoje talenty i nie masz żadnej Å›wiadomoÅ›ci, że miÅ‚ujÄ™ ciÄ™ aż tak, bez żadnych, żadnych granic. Ja ciebie nie kocham – ja ciebie miÅ‚ujÄ™. I dlatego tak Å‚adnie umiem czekać. Czekanie nie jest przykre, choć jest smutne. Czekam na dobro, naturalnie. Na dobro, które spÅ‚ywa na mnie przez twoje dÅ‚onie. Pamięć ich dotyku leży sobie głęboko schowana, nieczÄ™sto jÄ… przywoÅ‚ujÄ™, bo kiedy przywoÅ‚ana – kÅ‚uje prosto w serce. I choć jestem zaprawiona w sztuce czekania, to czasem wolaÅ‚abym żyć na bezludnej wyspie, bo tam czekanie ma sens. I bycie caÅ‚kowicie samÄ… jest samotnoÅ›ciÄ… z wyboru, a nie z odrzucenia. To jest różnica, uwierz mi. A gdybym mogÅ‚a sobie wybrać takie miejsce, to poproszÄ™ o WyspÄ™ Åšw. Tadeusza Judy (jeÅ›li taka istnieje!), bo on jest patronem od spraw beznadziejnych, czyli m.in. od takich ciężkich przypadków jak ja.

Ale na pewno nad brzegiem laguny, bo to byłaby piękna laguna - znasz moje uwielbienie dla morza- rozpaliłabym ognisko. Bo może jednak : ktoś? kiedyś? po mnie? dla mnie? Czekanie może być całkiem miłe w blasku ognia. Wyśmiewasz się z mojej wyobraźni. A przecież ona, tylko ona jest moim ocaleniem. Nitrogliceryną dla mojego serca w trakcie zawału tego miłowania. A przecież to nie tylko serce się rozwaliło, całe moje ciało jest w stanie zawału. Zabrakło czegoś...magnezu, cynku, potasu czy.....czy też może miłości? Ciepła swojego własnego nie starcza? Ciepło jako pojęcie, abstrakcja. Ależ nie, nie istnieje. Zawsze się kojarzy: słońce, ogień, kaloryfer. Ale wolę TAMTE ciepłe usta, tamte dłonie, tamte ramiona. I wreszcie ciepły oddech w moje uszy. Gdyby to ode mnie zależało, to chciałabym mieć jeszcze większe uszy, by zgromadzić w nich jeszcze więcej ciepła. Na potem. Na chłód bycia samej. I znowu łzy jak kamienie i coś się zwija w węzeł po lewej stronie mojego ciała. Tam pod piersią, pod tą, którą lubisz, bo tak pasuje do twojej dłoni. Ręce są takie ważne. Ręce dają i ręce biorą. Moja ręka w twojej. Ściśnij ją mocno. Daj i weź. No nie, nie płacz. Nie płaczę, to tylko ten kamień w gardle, tylko go przełknę. Teraz już dobrze, lżej. Już mogę sama utrzymać ten ciężar pod lewą, pod tą którą lubisz. Bo pod nią już tylko serce, a tam się nie dostanę, bo całe pełne jego.

No więc skoro całe serce jest nim, to gdzie jestem ja? No przecież ja też jestem, w jakimś innym wymiarze, ale jakoś jestem, choć nadziei na wolnostojeństwo ani okruszka... Ależ to ja jestem okruszek, taki mały, choć kiedyś był chlebem całym. Cząstka całości jest tez całością. Z całego chleba został tylko okruszek. Taka mała drobinka. Taki los. Ale nie myśl już o okruszku, myśl o całym chlebie, którym kiedyś byłaś, a którym już nigdy nie będziesz, bo przecież przyszłość już była.

I znowu boję się nocy, nie dlatego, że jestem sama wśród lasów; bo noc to puste łóżko, a poduszka taka duża. Może i dobrze, bo może wchłonąć dużo łez. Nie, bo znowu ten cholerny kamień w gardle. Okruszku, ależ za tych kilka godzin do świtu będzie ranek, który tak lubisz. I tę chłodną rosę pod stopami i prawdziwie świeże powietrze, a nade wszystko tę obietnicę, którą sama sobie obiecałaś. Poduszko, jesteś jak taki duży policzek, do którego się ufnie przytulę. Taki duży, taki jego policzek. Tylko dlaczego jesteś taki gładka?

I tak minęła kolejna noc, wygraÅ‚am w tej walce. Rozumiem, że siÄ™ walczy z kimÅ›, ale z sobÄ… samÄ…? Mission impossible! Jaki jest sens walki, jeÅ›li znasz swojego wroga do cna? Nie możesz przyÅ‚ożyć w mocny punkt, bo sÄ… tylko sÅ‚abe. Mówisz, że skoro tych mocnych nie ma, to mogÄ™ je sobie stworzyć. Tak, ale jeszcze nie dzisiaj. Dzisiaj siÄ™ jeszcze pÅ‚awiÄ™ w moich sÅ‚aboÅ›ciach. Ale już od jutra...nie, bzdura, nie tak, dobrze – już tutaj, teraz, ja....Ale przedtem znów nastanie nocy zamieranie nadziei. Jakiej nadziei, Okruszku?! Na caÅ‚y chleb?

Świt. Chodzę w piżamie po trawie. Właściwie stąpam a nie chodzę. I stąpam mocno, jakby od siły nacisku moich małych okruszkowych stóp zależało moje uzdrowienie, mój lot po uwolnienie.

Tak właśnie wróciłam do domu, zamknęłam za sobą drzwi i otworzyłam szeroko okno. Przede mną w oddali skrzyła się czerwono-złota zorza świtu. A ja stałam i wtapiałam się w bezkres nieba. Było mi dobrze z tym widokiem. Z czystą, neutralną obserwacją faktu, że tak właśnie było. Chciałam, żeby to odczucie jeszcze trwało. Nie istniał czas, zimno ani ciepło, nie istniał ból, ani żadne inne ograniczenia. Patrzyłam - a nie widziałam. Słuchałam - a nie słyszałam. Pustka. Było mi niewypowiedzianie dobrze. Z każdą chwilą cudowniej. Taka lekkość. Takie dobre nieistnienie. Takie dobre wszystko. Takie dobre nic.

  Claire




Drukuj
na górÄ™ strony ˆˆ
Uni Garden © Józefina Jagodzińska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Webmaster - ITB Vega, Poszukiwane frazy
Alchemia, astrologia, astrolog, astropsychologia, horoskop, horoskopy, horoskop osobisty, horoskop urodzeniowy, horoskop prognostyczny, poszukiwane, horoskop indywidualny, horoskop partnerski, horoskop miłosny, wróżka Warszawa, horoskop zdrowotny, znaki zodiaku, Tarot, astrologia, astrolog, ezoteryka, psychotronika, parapsychologia, rozwój duchowy, pomoc duchowa, wiedza duchowa, duchowa wiedza, wiedza tajemna, Tarot, Huna, magia, uzdrawianie, uzdrowiciel, uzdrowicielka, kurs, kursy, warsztat, warsztaty, Warszawa