Hiob nie kochał nikogo. Nie był też za nic wdzięczny.Pragnął Wielkiej Próby.
Czekał na nią.
Gdy więc posłaniec przyniósł mu wieść o śmierci córki, prawie że odetchnął z ulgą. Przepisowo rozdarł szaty i odpowiedział bynajmniej nie jak kochający i zrozpaczony ojciec, ani tym bardziej nie jak ktoś, na kogo spadł grom z jasnego nieba:
- Bóg dał, Bóg wziął, pochwalone niech będzie Imię Jego.
Był przecież doskonale przygotowany.
Wkrótce jednak znów opadły go wątpliwości i zapragnął jeszcze cięższej próby. Bóg przychylił się do jego niemej prośby i odebrał mu całą rodzinę i cały dobytek. Ale Hiob chciał więcej. Chciał być najwierniejszym z wiernych, tym, który i na śmietniku będzie chwalił Imię Pańskie.
Wkrótce więc jego ciało pokryło się wrzodami.
Ból uczynił Hioba strzępem wyjącego mięsa.
Wtedy Bóg przemówił do niego w tym dziwnym języku, w którym nie ma słów „ale”, „gdyby” i „aczkolwiek”. Być może nie ma w nim w ogóle żadnych słów.
Ale Hiob zrozumiał.
Poprosił przyjaciół, by sprowadzili lekarza, a gdy był już dostatecznie silny, zabrał się znowu za uprawianie pola i winnicy.
Po jakimś czasie założył drugą rodzinę.
Tylko w snach ciągle słyszał śpiew swojej pierwszej córki, zgwałconej i zabitej przy dalekiej studni. Budził się wtedy zlany potem i szeptał:
- Boże, przebacz.
Są bowiem w życiu rzeczy ważniejsze niż być najpobożniejszym z pobożnych i najwierniejszym z wiernych.
Krystyna Kwiatkowska
www.kwiatkowska.gryzzly.com