Ostatnimi czasy środki masowego przekazu regularnie częstują nas informacjami o widowiskowych incydentach związanych z różnymi sektami i wspólnotami wyznaniowymi. Jednym razem jest to samobójstwo ponad 30-tu członków sekty „Heaven's Gate", innym razem prasę zalewają wieści o wieszających się w Polsce satanistach, kiedy indziej z kolei mass media informują o procesach przeciw np., sekcie Moon'a.
Zawsze zastanawiało mnie, w jaki sposób udaje się przedstawicielom tych grup namówić np., trzydziestoletnią gospodynię domową z dwójką dzieci, albo specjalistę komputerowego z perspektywami, na wzięcie udziału w wątpliwej przyjemności, jaką jest np. zbiorowe samobójstwo.
Kiedy zanalizowałem wszystkie dostępne mi materiały oraz poszperałem nieco we własnych doświadczeniach, (kilkakrotnie próbowano mnie zwerbować do różnych podejrzanych ugrupowań - m.in. do ruchu Hare Kriszna) spostrzegłem, że grupy te cechuje nad podziw duże podobieństwo metod działania, nieważne czy są to zielonoświątkowcy czy sataniści.
W istocie sprowadza się to wszystko do podstawowych metod wywierania wpływu na ludzi, różnice dotyczą jedynie sposobu eksploatacji tych technik.
Jak więc wyglądają owe techniki i dlaczego okazują się być tak skutecznym narzędziem w manipulowaniu zachowaniem, bądź co bądź inteligentnego i krnąbrnego zwierzęcia, jakim jest człowiek? W jaki sposób, zgodnie z prawem, a w każdym razie nie wbrew niemu doprowadzić zdrowego psychicznie człowieka do samobójstwa poprzedzonego hojną darowizną na naszą rzecz?
Najlepiej jeżeli od razu będzie was kilku - coś w rodzaju objazdowej trupy aktorskiej.
Będziecie mogli podzielić się rolami, wpływami i chwałą, w miarę wkładu i potrzeb. Jeden z was będzie musiał przyjąć rolę przywódcy duchowego, a reszta - jego uczniów.
Opracujcie sobie jakąś ideologię i zwróćcie uwagę na to, by - po pierwsze - dawała się łatwo i dowolnie interpretować, po drugie - by zawierała odpowiednią (czyli możliwie największą) liczbę zakazów, nakazów i obowiązków dla wyznawców waszej religii. Obiecujcie wiele, ale pilnujcie, by wasze obietnice nie dotyczyły nigdy świata materii!
Postarajcie się o pewien kapitał wejściowy i pamiętajcie - im większa będzie to inwestycja, tym szybciej wam się zwróci! Pieniądze będą wam potrzebne do stworzenia otoczki wokół waszej organizacji - to jest opakowanie w jakim będziecie sprzedawać wasz produkt! Własne pomieszczenie z odpowiednim nastrojem, charakterystyczne ubrania, ale nic zanadto udziwnionego - mogą to być nawet dobrze skrojone garnitury, poza tym proponuję wydrukowanie ozdobnego wydania waszej Świętej Księgi, a także sporej ilości firmowych naklejek z waszym logo (ważną rzeczą jest by było charakterystyczne i dobrze się kojarzyło - większość ludzi to wzrokowcy!).
Kiedy opracujecie już całą stronę religijno - filozoficzną waszego przedsięwzięcia, (pozostawiam ją waszej wyobraźni) oraz stworzycie już opisane wyżej podwaliny materialnego istnienia waszej religii, możecie przygotować się do poszukiwania wyznawców.
Tu następuje podział ról: Mistrz pozostaje w świątyni i poświęca się studiowaniu reguł nowego systemu, by móc z pewnością i swobodą odpowiadać na najbardziej podchwytliwe pytania potencjalnych wyznawców (to nic trudnego - każdy chyba pamięta jak przygotowywał się do ważnego sprawdzianu). Tymczasem reszta załogi wyrusza na połów.
Na tym etapie przygotowań potrzebne wam będą nalepki z graficznym symbolem waszej instytucji. Obok logo umieśćcie na nich jakieś łatwo wpadające w oko i ucho hasełko. Na przykład "Lubimy Cię" albo „Pomożemy Ci".
Warto przypomnieć tu powszechne i skuteczne ogólnie stosowane przez ruchy religijne naklejki „Jezus Cię kocha" i „ I love Jesus" a także stosowane w kampaniach wyborczych hasła w rodzaju „ I like Ike".
Postarajcie się, by hasło nie było nachalne i nie budziło złych skojarzeń przez np., zbyt agresywne skojarzenie z religią. Unikajcie haseł takich jak, „My Cię zbawimy" czy „Zaprowadzimy Cię do nieba". Tego rodzaju slogany sugerują przemoc i ubezwłasnowolnienie, wy bądźcie łagodni. Potencjalne ofiary dobierajcie starannie, nie bądźcie natrętni, nie chodźcie po domach, bądźcie łagodni, wyrozumiali i uśmiechnięci, bądźcie dobrymi słuchaczami, bądźcie pełni współczucia. Takich właśnie was polubią. Zaczepiajcie osoby podobne do was - w waszym wieku, wywodzące się z waszej płaszczyzny społecznej. Skuteczne jest też wykorzystanie zasady atrakcyjności - jeżeli ktoś z was jest atrakcyjnym młodym mężczyzną, niech nawiąże kontakt z niezbyt ładną młodą kobietą - będzie zachwycona mogąc z nim porozmawiać. Piękne kobiety niech wykorzystają swój sex appeal, ale nie bądźcie wyzywający, bądźcie skromni, nie miejcie nic do ukrycia.
Jeżeli nawiązujecie z kimś kontakt, nie zaczynajcie od rozmowy o Bogu, nie straszcie ludzi! Jeżeli ktoś z was zauważy młodą dziewczynę pijącą w kawiarni samotną kawę z wyrazem rezygnacji i smutku na twarzy, niech przysiadzie się, pocieszy, niech rozmawia o wszystkim. Bądźcie cierpliwi, na wasz temat w końcu przyjdzie moment. To tak jak z podrywaniem - jedni umieją to lepiej, inni gorzej, ale każdy może się nauczyć. Pomóżcie temu człowiekowi, choćby pozornie, postawcie mu/jej kawę, nakarmcie go jeśli jest głodny, wtedy będzie miał u was dług, który przyjdzie mu spłacić.
Kiedy nawiążecie już kilka interesujących kontaktów, zaproście owych ludzi do swojej siedziby i przygotujcie wielkie przedstawienie, to bardzo ważny dla was moment, nie zaniedbajcie więc niczego!
Przyszykujcie całą „obrzędową" stronę waszego spotkania - krótka, radosna ceremonia, ludzie szczęśliwi, uśmiechnięci, wolni. Napiszcie kilka pieśni - łatwych do zapamiętania i wpadających w ucho, by nowo przybyli mogli się przyłączyć, a tekst najważniejszej z nich - waszego hymnu -
umieśćcie w widocznym miejscu. Ruch Hare Kriszna a także Kościół Katolicki mogą być dla wasb wzorem, jeśli chodzi o ten rodzaj indoktrynacji.
Zainscenizujcie wykład na temat waszych zasad. Zadbajcie, żeby był spójny a także, by sugerował delikatnie słuchaczom pewne pytania, na które macie przygotowane piękne i zwarte odpowiedzi. Porażajcie prostotą, mówcie obrazowo i stosujcie przypowieści oraz „ przykłady z życia".
Zadbajcie by opisywane w tych przykładach osoby były podobne do waszych słuchaczy. Działa tu zasada dowodu społecznego. To ta sama zasada, która każe nam się przystosowywać do naszego społeczeństwa - grzechem byłoby nie odwołać się do niej!
Czynnikiem mocno działającym na korzyść waszego interesu może być również podstawienie przez was kilku gości. Niech wmieszają się między przybyłych potencjalnych wyznawców i nadają ton spotkaniu. Dopilnujcie, by mieli czas porozmawiać z przybyłymi. Niech zadają pytania (uzgodnione z wami wcześniej ) niech „ spontanicznie" włączają się do śpiewanych przez was pieśni. Nie przeciągajcie jednak tej części programu - macie być intrygujący, a nie zanudzać.
Teraz pora na... obiad. Przygotujcie jakieś jedzenie - nieco egzotyczne, ale smaczne, niezbyt wystawne, ale ładne. Zaproście wszystkich do jedzenia, zadbajcie o chwilę ciszy na odmówienie krótkiej modlitwy. Tu wkracza Mistrz. Niespodziewanie jeden z uczniów informuje zgromadzonych, że ich Mistrz właśnie przybył do świątyni i wyraził zgodę na spożycie z wami posiłku. Mistrz wchodzi do pomieszczenia wolnym krokiem, w milczeniu, jakby nie zauważał nikogo i niczego, natomiast uczniowie prześcigają się w okazywaniu Mistrzowi szacunku - w pośpiechu przygotowują dla Niego honorowe miejsce, kłaniają się, mówiąc do niego używają pełnego tytułu. Mistrz jest spokojny, cichy, skromny. Odpowiada ciepłym uśmiechem na wszystkie te awanse. Kiedy jest pewien, że wszystkie oczy są skierowane na niego, wita wszystkich ukłonem i zajmuje miejsce za stołem. Oczywiście nie musicie odwzorowywać dokładnie tego schematu - wszystko zależy od tego co oferujecie - jeżeli jesteście satanistami, to dobrotliwe uśmiechy Mistrza nie będą do końca pasowały - musicie je zastąpić raczej mrokiem i subtelną perwersją. Wszystko zależy również od waszych klientów - oni mają jakąś potrzebę, którą wy oferujecie się zaspokoić.
Istnieje jeszcze jedna technika warta zastosowania. Pozwólcie by w czasie obiadu, kiedy zapanuje atmosfera rozluźnienia, któryś z „uczniów" odczytał Mistrzowi list, który przyszedł do was z waszej bliźniaczej świątyni w innym kraju - dajmy na to USA, w którym to liście wyznawcy cieszą się
z wolności, swobody i radości, jaką daje im możliwość wyznawania waszych zasad, zadbajcie by list brzmiał autentycznie, wprowadźcie doń kilka zwrotów wyglądających jakby były informacjami organizacyjnymi, bądź odpowiedziami na jakieś pytania.
W którymś momencie imprezy - sami musicie wybrać najlepszy - zasugerujcie zebranym uczynienie drobnego datku na rzecz waszej świątyni. Celem tego datku jednak, (na razie jeszcze) będzie nie sukces komercyjny a stworzenie między gośćmi a wami więzi (poprzez pieniądze) a także sprawi on, że przestaniecie być zbyt ideami (jesteście ludźmi, musicie mieć jakiś wady!).
W czasie rozmowy z gośćmi nie zabiegajcie o ich przystąpienie do waszej grupy. Wręcz przeciwnie - sugerujcie, że rozwój duchowy wymaga poświęceń (nie straszcie jednak!), że wymaga przygotowań itp. Bądźcie elitami! Nie bójcie się aury niedostępności - ona wam sprzyja.
Jeżeli przeprowadziliście powyższy angaż prawidłowo i z wyczuciem - no cóż, nie da się ukryć, że potrzeba tu pewnej dozy talentu - macie już pewną liczbę wyznawców a raczej chętnych by nimi zostać. Pamiętajcie - nie przyjmujcie wszystkich z otwartymi rękami, namawiajcie by przemyśleli wszystko jeszcze raz, a jednocześnie okazujcie pewne zadowolenie ze starań nowicjusza i starajcie się stopniowo zajmować coraz więcej jego czasu - dostarczajcie mu książki, filmy i inne materiały zgodne z waszą doktryną, zadawajcie mu tematy do przemyślenia w domu. Jeżeli będzie jednocześnie czytał wasze książki, w których te odpowiedzi będą podane, uzna w końcu te odpowiedzi - za efekty własnych dociekań. Jego wysiłki nagradzajcie, ale bez przesady, nagrody są symboliczne - obrazek, broszurka,
jakiś drobiazg. Kiedy ofiara już dojrzeje, można dopuścić ją do pierwszego wtajemniczenia.
Jak zapewne wiecie, każde liczące się ugrupowanie religijne czy przekonaniowe posiada swój rytuał inicjacji, który czyni w oczach nowo przyjętego członka uczestnictwo w grupie czymś bardziej doniosłym i ważnym.
Dlatego właśnie należy chętnego poinformować o konieczności przejścia tego rytuału, jeżeli chce zostać oficjalnie przyjęty do naszej grupy i dostąpić wyższych poziomów wtajemniczenia. Załatwiamy w ten sposób kilka rzeczy na raz - po pierwsze sugerujemy istnienie złożonej hierarchii w obrębie grupy, a więc i rywalizacji, po drugie działamy na ciekawość potencjalnego członka informacją o istnieniu wiedzy utajnionej, elitarnej.
Korzystne dla naszych planów będzie stworzenie inicjacji pozwalającej na maksymalne zaingerowanie w osobowość kandydata (w końcu zależy nam na władzy, prawda?). Sugerujemy więc kandydatowi, że zazwyczaj na rytuał inicjacji składa się dwanaście dni postów i modlitw o oświecenie, wizję czy inny rodzaj mocy bądź wiedzy. Dla kandydata zwykle będzie to straszna informacja - dwanaście dni i nocy głodu i samotności! Wtedy mówimy, że na naszą prośbę, zadowolony z postępów kandydata Mistrz, zgodził się wyjątkowo skrócić dla niego ten czas do dni pięciu! Kandydat odetchnie z ulgą - w końcu pięć to nie dwanaście, poczuje do nas wdzięczność i sumienniej wypełni zadane mu zajęcia na czas odosobnienia. Efekt - lepiej się zakoduje!
Okres odosobnienia programujemy w taki sposób, by zostawić kandydatowi jak najmniej czasu na sen. Uczymy go modlitwy, zawierającej wszystkie zasady, które chcemy mu wpoić, najlepiej sformułować je w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Można też kazać nowicjuszowi przed inicjacją sporządzić listę rzeczy, które chciałby, żeby ta inicjacja w nim zmieniła.
Oczywiście to my jesteśmy faktycznymi autorami tej listy i nanosimy na nią potrzebne nam cechy i każemy osobie inicjowanej czytać tę listę x razy w czasie każdego dnia rytuału. Głodówka, modlitwy, odosobnienie, i „ afirmacja" zrobią za was resztę.
Po zakończeniu przez nowicjusza rytuału, witamy odmienionego (czytaj: złamanego na własne życzenie) członka naszej wspólnoty. Należy poczęstować go skromnym ale odświętnym i radosnym posiłkiem. Dookoła jest radośnie, spontanicznie, wesoło... Nowy członek zyskał przywilej mieszkania razem ze wspólnotą. Dostał pierwszy kęs marchewki, teraz należy pokazać mu kijek.
Łagodnie sugerujemy nowemu wyznawcy, że utrzymanie każdego członka kosztuje, a świątynia utrzymuje się ze skromnych datków dobrych ludzi. Jednym słowem nakłaniamy nowicjusza do uczynienia na rzecz nowej rodziny pewnej darowizny.
W miarę możliwości dość dużej, tak by pokryła koszta jego utrzymania przez jakiś czas. Oczywiście jest to zrozumiałe dla nowego wyznawcy i stara się on zrobić wszystko, by zaspokoić tę rozsądną i zrozumiałą przecież naszą prośbę.
Wyznawca mieszka w naszym domu, a kijek rośnie.
Czas członka wspólnoty jest dokładnie zapełniony - wykonuje prace w świątyni, modli się, pracuje i zarabia. Praca może być różna - od zbierania datków na ulicy przez sprzedaż książek i gadgetów propagandowych wspólnoty po niewolniczą harówę w „należących do wspólnoty" (czytaj: do nas) zakładach pracy.
Cały czas nie zapominamy o rozbudowywaniu naszego systemu - wprowadzamy nowe wtajemniczenia, rozbudowujemy hierarchię jednocześnie wzmacniając kryptorywalizację wyznawców w przyjmowaniu (dobrowolnym!) nowych wyrzeczeń i zobowiązań, prowadzących do nowych „wtajemniczeń". Jednocześnie integrujemy grupę przez wspólne prace, posiłki, stroje, modlitwy, zabawy.
Bardzo ważna jest ingerencja (stopniowa!) w każdą dziedzinę życia członków „ rodziny" - od ubioru po dobór partnerów seksualnych. Oczywiście seks jest tabu, lepiej go nie uprawiać, itd. Skuteczne jest również odwrotne działanie, jeśli chodzi o współżycie - ogłaszamy całkowitą wolność w tej sprawie, każdy może z każdym i wszędzie. Wtedy zakazujemy jednak małżeństw i posiadania stałych
partnerów.
Wszystko to oczywiście podlewamy sosem mistyczne - idealistycznym, uzasadniając to odrobiną autorytetu naukowego.
Skoro utworzyliśmy już pewien system, oparty na autorytarnych cechach zakompleksionych i sfrustrowanych osobowości naszych zwolenników i sprzedaliśmy im nasz produkt, czyli wolność od wolności wyboru, możemy już zająć się tym, co lubimy najbardziej - pieniędzmi i przyjemnościami.
Stoimy na samym szczycie schodów, których poziomami są stopnie zaangażowania poszczególnych wyznawców, nie pozostaje nam nic innego, jak ogłosić się Bogiem.
Możemy na jakiś czas się wycofać - na medytacje i wyrzeczenia (np. do Las Vegas) a po powrocie - zdradzić spragnionym stów Mistrza sekret nowego objawienia. Jeżeli dobrze ich przygotowałeś - uwierzą, że dostąpiłeś boskości. Teraz wasza grupa inicjatywna może wycofać się z gry i zająć się zbieraniem profitów - lawina toczy się sama ... Chyba, że sami wpadliście we własną lawinę ...
Przedstawiłem tu, (w nieco ironicznej, przyznaję, formie) główne mechanizmy oddziaływania społecznego stosowane przez wspólnoty wyznaniowe, wraz z przytoczeniem towarzyszącej im, charakterystycznej „otoczki". Oczywiście nie są to wszystkie stosowane przez grupy te metody, ich pomysłowość jest nieskończenie wielka a posługują się wszelkimi dostępnymi środkami - ogłaszają się w Internecie, stosują hipnozę, przekazy do podświadomości itp, rdzeń jednak pozostaje zawsze ten sam - reguła wzajemności, reguła atrakcyjności i podobieństwa, reguła niedostępności, społeczny dowód słuszności, zaangażowanie i kosekwencja - umiejętna mieszanka tych form oddziaływania, potrafi niestety - nawet w dzisiejszych czasach - przekonać niemal każdego, do wszystkiego, z samobójstwem włącznie. „Środek" naszej populacji nadal nie zdaje sobie sprawy z wywieranania nań wpływu i sposobów tej manipulacji, bo tak w zasadzie - w czyim - interesie leżałoby uświadomienie wszystkich?